Użytkownicy przeglądający ten wpis: 1 gości
Ocena wpisu:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Śpiewanie nad kośćmi
[Obrazek: tumblr_ofjv75Hy9B1thxurzo1_400.gif]
Dawno mnie tu nie było. 
Chciałabym powiedzieć, że to sentyment mnie tu przywiódł lub że nie wiem, co to sprawiło.
Ale wiem. Nie sentyment. Nie chęć podzielenia się dobrymi nowinami. Nie nuda. Nie samotność nawet.
Po prostu smutek.

Przytłaczające jest być sobą. Choć zawsze to wspieram, wspierałam i będę wspierać we wszystkich kobietach, to nie oznacza, że jest to łatwe. Stwierdziłam dziś, że chciałabym mieć kogoś, kto... będzie mnie rozumiał. Z tym całym majdanem, jaki za sobą wiecznie wlokę. Z tą moją dziką naturą, nasłuchiwaniem długo w noc, siedzeniem wieczorem w lesie. Z tą tęsknotą za Wschodem, zielarstwem, baśniowym lisim ogonem, który wystaje mi gdzieś spod kiecki i choć przysięgam - odcinałam go sobie milion razy, przyrzekając, że koniec. Koniec z tym. Koniec z bycia wiecznym odludkiem, melancholikiem, dziwadłem które przedkłada wiejskie drogi i pola nad gwar miasta.
Przysięgałam. Przyobiecałam sobie - wyrwę z siebie to, co noszę w sercu, odrzucę daleko, bo przecież można inaczej. Żyć inaczej. Można być barbie girl i nawet trzeba. 
I owszem, zrobiłam to.
Wyrwałam swoje serce. 

Właśnie wróciłam ze Wschodu i nie mogę powstrzymać łez. Nie da się. Z każdym mijanym kilometrem, z każdym krokiem bosej stopy po miękkiej piaszczystej drodze wszystko wróciło.
Naprawdę, nie zdarzyło mi się płakać od bardzo, bardzo dawna. Ale jak widać i w wysmaganej skale tkwi jakieś... życie. To strasznie boli, ale pokazuje mi jedno - jeśli się nie da, to się nie da. Zabrałam więc to swoje marne serce ze Wschodu i przywiozłam z powrotem.
Sterta kości i serce, w którym za nic nie mogę zgasić nadziei - to wszystko, co mam.
Wygląda na to, że nie pozostaje mi nic innego, niż zaśpiewać nad nimi i powołać je do życia na nowo.

Zacznę od zmiany miejsca zamieszkania i zielnika na parapecie. Wrócę trochę do swojego zielarstwa, kosmetyków robionych z aloesu, spędzania więcej czasu obok natury, czytania i słuchania mądrych ludzi. Zadbam o swoje ciało, otoczę się pięknem. Zatraciłam swoją ciekawość, przestałam być zwinna, zgubiłam swoją odwagę.
Mam tyle... do nadrobienia.Może i to brzmi głupio. Ale nie tak, jak wtedy, gdy chciałam z siebie zrezygnować.

Nie wiem, co mogłabym więcej powiedzieć. Gdybyśmy się znali osobiście, powiedziałabyś/powiedziałbyś, że u mnie po staremu.
I trochę tak. Na zewnątrz mnie tak.
~milv

It is said that there is a place in the desert where the spirits of women and wolves meet at the intersection of time...
 no siema. Dodgy

jest cieniem, który podąża za mną na czterech łapach...




Odpowiedz
Komentarze (łącznie 3)
  • undoubtedly
    Dodał(a):
    undoubtedly  
    Ranga:
    naczelna hipochondryczka ***..  
    Data:
    Chętnie zabrałabym również i swoje, na tysiące maluteńkich kawałeczków rozpadające się w bezsilności serce na Wschód, gdzie wszystko zdaje się być piękniejsze, choć właściwie to tylko taka chwilowa ułuda wolności i lepszego jutra. Jak kiedyś pisałam, kocham Wschód, jest dla mnie czasem ponad wszystkim. Ukraińskie stepy, góry, malownicze chatki i przecudowne krajobrazy - za to byłabym w stanie wydrzeć z siebie i oddać ciało, serce i duszę. Uczucie wiecznej tęsknoty za tymi miejscami mimo, że nigdy wcześniej nie miałam z nimi do czynienia często nie pozwala mi zasnąć. Gdyby nie bieda i cierpienie Ukrainy, już dawno poprosiłabym rodziców o natychmiastową przeprowadzkę. Szkoda mi Ukrainy, szczerze i z całego serca szkoda i żal. Nie mogę znieść tego, że tak piękne miejsca tracą ludzi i ich miłość do ojczyzny z powodu masowej emigracji za chlebem. Czasem płaczę z tego powodu i nie wstydzę się tych łez. I myślę, że wiem choć po części, co czujesz.
    Odpowiedz

  • Rose_Belle
    Dodał(a):
    Rose_Belle  
    Ranga:
    terencjo ***..  
    Data:
    Ja ostatnio przywaliłam doła i w robocie miałam smęty. Miałam minę, jakby cały świat mi się zawalił, bo myślałam nad sensem swojego życia... XD I tak sobie stwierdziłam w pewnym momencie, że powinnam może iść do psychologa, bo takie stany zdarzają mi się coraz częściej i są dla mnie uciążliwe, ale na wstępie postanowiłam, że zacznę się uśmiechać. I jak uśmiechałam się do kierownika, to wydarzyło się coś dziwnego, bo on też się do mnie uśmiechał ^^' zwykle na mnie warczał, a nagle leciały żarciki, uśmieszki. Matko kochana.
    Nie wiem, co z tego postanowienia wyniknie, kiedy wyczerpie mi się dawka uśmiechu, którą rozsyłam.
    Odpowiedz

  • *nie pyskuj patafianie*
    Dodał(a):
    *nie pyskuj patafianie*  
    Ranga:
    patafcio ****.  
    Data:
    Może ja trochę rozumiem? Nie znamy się, fakt, ale ja też niedawno powróciłam do swoich korzeni. Otaczam się lasem i wszystkim co naturalne. Męczy mnie plastik, denerwuje mnie nawet plastikowa klawiatura w którą klepię. Albo takich ludzi jest mało, albo po prostu jest ich właśnie najwięcej, ale ich nie widać. Ja tego się trzymam. Trzeba wybierać mądrze. Nos w książkę, interesującą, mądrą. Nie w telefon i głupkowate przewijanie tablicy.
    Odpowiedz


Skocz do: