Użytkownicy przeglądający ten wpis: 1 gości
Ocena wpisu:
  • 2 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
skaczę między nastrojami.
***
[[ten wpis to kopia notki z bloga.]]

w szkole ostatnio czuję się przeciętnie. powiedzmy, że nawet dobrze. powoli zaczynam przyzwyczajać się do nauczania indywidualnego. trochę tęsknię za stałym towarzystwem ludzi z klasy, ale widujemy się cztery razy w tygodniu, co nawet mi wystarcza. w domu natomiast ciągle łapię się na przykrych przemyśleniach i złych myślach, nieraz nawet samobójczych. zauważyłam, że pisanie z P. temu sprzyja. w sumie udawanie, że go ignoruję...cóż, działa tak samo, a nawet trochę gorzej. muszę coś wymyślić żeby móc na stałe zerwać z nim kontakt, bo ta znajomość już z góry jest skazana na porażkę. i to niby miłość, tfu. rzadko odczuwam jakiekolwiek emocje poza chronicznym zmęczeniem i maniakalnym stanen euforii, toteż miłość z mojej strony także prędko się wypaliła. jestem skazana na bycie starą panną z gromadką kotów. i, co ciekawe, taka wizja dorosłego życia bardzo mi odpowiada. stara panna z gromadką kotów i schizofrenią. słuchająca rapu. mam zadatki na wariatkę, takie coś jak te dewotki, które stoją przed kościołem i wszystkich obgadują. nieźle. nieraz mam ochotę zaplanować sobie całe życie co do minuty, ale ostatecznie stwierdziłam, że takie planowanie może doprowadzić do monotonii, a monotonia wiąże się zazwyczaj z marazmem, zaś tego w moim życiu nie potrzeba. marazm emocjonalny jest bardzo okropny.

a wczoraj pomyślałam, że jestem wybrana, bo cały czas idę za światem, a świat ciągnie mnie za sobą, tak ze 3 centymetry "telepatycznej" odległości
od pozostałych. mam ochotę się tym z kimś podzielić, ale ludzie mnie nie zrozumieją. nikt zazwyczaj nie nadąża za schizofrenikiem. to właśnie prawda.
They think that we're no one - we're nothing, not sorry.
Odpowiedz
Komentarze (łącznie 0)

Skocz do: