Użytkownicy przeglądający ten wpis: 1 gości
Ocena wpisu:
  • 4 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
przemyślenia /patafian
Komentarze (łącznie 4)
  • *nie pyskuj patafianie*
    Dodał(a):
    *nie pyskuj patafianie*  
    Ranga:
    patafcio ****.  
    Data:
    c20.02.2017
    11:08


    Cześć  Serduszko
    Kolejny, trzeci z kolei poniedziałek, kiedy nie muszę wychodzić, nie muszę nic robić szybko, spokój. Jeszcze tydzień wolnego zanim zacznie się znowu ta rutyna. Nie przejmuję się tym, czekam na to. Właściwie to chciałabym napisać o tym co od paru dni mi siedzi na sercu.. 

                Moje życie od ostatnich lat, kiedy to pod koniec roku podsumowywałam sobie co się działo, wyglądało tak, że z roku na rok było coraz lepiej. W sensie.. rok mijał owocnie, było ok, ale czekałam na więcej i z roku na rok rzeczywiście było fajniej. No i skończył się 2016, minął miesiąc, w sumie dwa miesiące tego nowego 2017 i zaczynam myśleć, że ta passa się skończyła. Że ten rok w sumie nie zaczął się idealnie, że poprzedni miał prawo być najlepszym i już nigdy nie będzie tak dobrze jak wtedy. Zaczynam podświadomie przeglądać no instagrama sprzed roku, porównywać go do tego co się dzieje teraz. Wiem, ten rok się dopiero zaczął i nie wiem co się zdarzy i oczywiście może być lepiej, wszystko zależy ode mnie, ale.. 

    no właśnie, ale. Ale rok temu była matura, właściwie od początku kwietnia miałam wolne, robiłam powtórki przed maturą, ale uczyłam się tylko i wyłącznie tego co lubiłam, historię sztuki miałam wykutą na blachę i na prawdę mi się to podobało. Sama matura minęła przyjemnie, no a od połowy maja miałam ponad 4 miesiące wakacji. Które swoją drogą też minęły wręcz idealnie. Chociaż w całości je przepracowałam, to spędziłam ten czas  z M, w kawiarki, którą uwielbiałam, na krakowskim rynku, potem dwa miesiące mieszkając nad zatoką Helską, za cudowne pieniądze. Czy mogło być fajniej? Moja podświadomość mówi mi, że nie. Że było idealnie, perfekcyjnie i że lepiej być nie może. 

    A fakty są takie, że ten rok się zapowiada na pewno inaczej, bo studiuję, będę zakuwać cały maj, cały czerwiec, w lipcu sesja i praktyki, więc kiedy mam iść do pracy hę? Poza tym nic nie jest pewne, bo M prawdopodobnie wyjedzie, nie wiem kiedy wróci i czy wróci, nie wiem co będzie chciał robić w wakacje, na sto procent nie wrócimy nad morze, nie tam. Więc.. 

    Rok temu w czerwcu byłam mega szczupła, jak patrzę na swoje zdjęcia z tamtego czasu to mam ochotę walnąć się w głowę. Co mi się stało, że znowu się tak zaniedbałam? 


    Kolejna rzecz, abstrahując od czasu matur i wakacji.. zaczęłam tęsknić za liceum. Jestem nienormalna, wiem. Po prostu przypominam sobie to, że dzielnie wstawałam codziennie o 5 rano, szłam na nogach do szkoły co zajmowało mi najmniej 15 minut. 15-20. Chciało mi się. Nie.. nie chciało mi się, ale zmusiłam się do tego i popadłam w to jak w rytuał. I wyszło mi to na dobrze. Koleżanki miałam jakie miałam, ale na prawdę jak przez przypadek napotykam na ich zdjęcia, nasze wygłupy na przerwach, albo w wakacje.. chcę tam wrócić. Mam wrażenie, że moje życie było wtedy bardzo zorganizowane, dzień był wypełniony po brzegi obowiązkami, a wiadomo, im więcej masz obowiązków, tym więcej jesteś w stanie zrobić dodatkowo. 


    Zdaję sobie sprawę z tego, że właśnie może to być tylko wrażenie. Że to JEST tylko wrażenie. Że wymazuje złe wspomnienia, że nie pamiętam jak ciężko było wstawać rano, że mi się nie chciało, że matematyka mnie przerażała, że starałam się a wciąż dostawałam troje. Pamiętam jedynkę z polskiego, pytanie przy tablicy z fizyki, kiedy nic nie umiałam i dostawałam drugą pałę pod rząd. Uczucie, że nie pasuję do "koleżanek", że informatyka jest mi nie potrzebna i nie rozumiem programowania, a muszę na nią chodzić. Siedzenie w ławce nawet 9 lekcji pod rząd.. Dlaczego więc tak tęsknię?

    Cały czas uciekamy przez teraźniejszością w te utopijne wspomnienia. A raczej te, które akceptujemy, a to, jak było ciężko już nie ma znaczenia. Chcę tam wrócić, chociaż wiem, że było mi tak samo ciężko jak teraz. 

    Okej, czas zacząć żyć. Kto wie co będzie, poza tym przecież te studia to był szczyt moich marzeń.. haha właśnie mi się przypomniało, co mówiłam po maturze. Że nie obchodzi mnie nic, że muszę się po prostu dostać, że jeśli się dostanę to nic więcej nie będzie mi potrzebne do szczęścia, że to szczyt moich marzeń.

    Obecnie doszłam w moim życiu do drugiego semestru i siedzę pod kocem użalając się nad swoim życiem, Czy jestem normalna?  Aniołek

    Pozostała nadzieja, że będzie dobrze, a za rok znowu usiądę i będę porównywać swoje życie z tym teraz. Dobra weź się w garść. Obiecuję sobie, że zrobię wszystko, żeby ten rok był lepszy niż poprzedni. Obiecuję. 


    Ciaoc
    Odpowiedz


Komentarze w tym wpisie
przemyślenia /patafian - przez *nie pyskuj patafianie* - 20.02.2017, 11:34
RE: przemyślenia /patafian - przez milowylass - 20.02.2017, 16:34
RE: przemyślenia /patafian - przez Chance_ - 21.02.2017, 21:31

Skocz do: