Użytkownicy przeglądający ten wpis: 1 gości
Ocena wpisu:
  • 4 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Prywatnie
Musze sie przyznać, ze zmuszam się by tu teraz pisać. Jednocześnie wiem ze to mi pomaga. Pojawił się problem a właściwie moze sama go sobię stwarzam, ale mam tak pomieszane myśli ostatnio ze najmniejszy zwrot akcji czy jakieś zachwianie wywołuje u mnie skrajne emocje. A co aie stało?  No otóż nie widzieliśmy się. I nie zobaczymy juz w ten weekend.  Po sylwestrze pierwszy weekend to ten gdzie nie gadaliśmy, ten kryzysowy. Od tamtej pory bylo tzn jest okej, gadamy i jest luźno. Tydzień temu miał szkolenie cały weekend. Nie wracał do domu rodzinnego. Okej. Rozumiem.  Teraz cały tydzień chodziłam i czekałam i myślałam o nim, ze przyjedzie, ze spędzimy trochę czasu razem.  W piątek mial trening do późna, wrócił podobno jedno z rodziców było tal chore ze pogotowie wzywali.  W sobote mówi ze na siłkę chciał jechać ale musi z nimi siedzieć bo tata ma teraz to samo co mama w pt. Wysoka gorączka .Jakieś inhalacje jej robił. Też bym zostala w domu w takiej sytuacji. Rozumiem. Zagadałam cos o dzisiaj, to twierdzi ze najpierw ma duzo nauki, o 19 ma jakieś spotkanie a potem jedzie na mieszkanie. Kurcze.  Ja na prawde nie wymagam wiele. Chwilę tylko. Wiem ze juz będziecie go oceniać jak bedziecie.  Chyba musielibyscie go poznać trochę żeby jakos, po części to ogarnąć.  Uczelnia. Siłownia. Treningi. Zaliczenia jakieś. Ja wiem, ze on w porównaniu ze mna robi bardzo dużo.  Ale chyba myśli tylko o sobie. Nie daje mi to spokoju. Nie rozumiem po co pisze, zagaduje skoro teoretycznie mu nie zależy. Gryzie sie to ze sobą wszystko. Pewnie uważacie ze jestem naiwna bo się tak daje. No moze i tak. Z drugiej strony wiem ze czasem warto czekac. Musimy pogadać o tym tylko ze nie wiem czy chcę to robić teraz. Sesja za tydzień. Powinnam zacząć się uczyć. Dobrze pamiętam jak było gdy mieliśmy ten kryzys. Bylam wgl nie obecna.  Nie chcę nakładać sobie jeszcze tego.  Boję sie ze mogę za dużo powiedzieć, lub on.  Po prostu to nie odpowiedni moment.  Ale pisze to tutaj bo mnie to  lekko. Tzn wczoraj jakoś tak mnie to przycisnęlo. Jedyne co mogę teraz to czekac na jego dalsze kroki. Tak związek nie powinien wygladac.  Ale jakoś ciężko mi uwierzyc, tym bardziej ze jasno i wyraźnie mu napisałam ze nie robi się nikomi nadzieji jak chce sie nim tylko pobawic i ze mam nadzieję ze wybierze dobrze. Po tym milczeniu twierdził ze chce wiedzieć co u mnie.  Ehh..  Wykonczyć sie mozna.  Wierzę,  ze się wygrzebiemy z tego. Jeżeli mamy być razem to prędzej czy później to sie unormuje.  Oby tylko za tydzień znów nie mial tego szkolenia co jest bardzo możliwe. Proszę was, nie oceniajcie jego i mnie.  Zrozumcie choć trochę. Chociaż sama wiem, ze nei ważne jakbyśmy się starali to nigdy nie będąc w takiej sytuacji nie zrozumiemy drugiej osoby. Prosze, trzymajcie kciuki, potrzebujemy zbudować porządny fundament pod to.  Tylko potrzeba czasu. Cierpliwości .
______________
Już nie będę zaczynać nowej notki. Jeszcze sobie tutaj popiszę. Męczę się sobą. Sama sobie stwarzam problemy. Rozmyślam. Po prostu taka jestem. Nie umiem zostawić czegoś tak po prostu.  Wolę wiedzieć konkretnie co się dzieje. Najgorsze jest to że G jutro będzie pytać o M. I znowu będzie mi mówić że no jak to nie był. Wystarczy chwila rozmowy z nią a już potrafię się tak na niego nakręcić że aż mi go szkoda. Nie wiem. Nie lubię się spowiadać z moich zwycięstw i porażek. I wiecie, chyba tego boję się najbardziej. Tego że będę musiała się tłumaczyć. A ja nie chce o tym gadać. No wiem. Tu piszę i gadam i gadam, ale tutaj nikt mnie nie ocenia i nie rozlicza z tego. Mogę błądzić i pisać co chcę.  Nie chcę tam jutro iść. Po prostu nie chcę. I to nie to że chcę zeby myślała ze jest ok a nie jest. Może już mam taki charakter że wolę to zdusić w sobie. A  ona chce żebym opowiadała. No a potem obraza.  Tak siedzę i myślę że M im bardziej naciskam i go gonię to on ucieka , jak siedzę cicho i się nie odzywam to wtedy jest ok, wtedy on zaczyna. Problem w tym że nie umiem tak milczeć. On pisze dopiero jak siądzie i ma czas. No a ja go potrzebuję ciągle. Wiem, nie jest moją własnością ale rani mnie to lekko. Chociaż tego chciałam i nie powinnam narzekać. Chciałabym też zmienić coś. On ciągle mówi mi o tych przysiadać. No żartujemy sobie. I wiecie? Powinnam je robić , a jestem tak beznadziejna że nawet do tego się nie umiem zmusić. Nie mówić o nauce. Nosz . Ugh.  Jakieś zmiany mi są potrzebne. Nuda to też nic dobrego. Chyba zabiorę się za majce. W środe kolos. Ostatni już. Jeszcze mam tak zajęcia rozwalone. Powinnam się już uczyc. No to idę. Odezwę się jeszcze.




Odpowiedz
Komentarze (łącznie 10)
#10
Ale musisz się jakoś przełamać. On może nie widzi, że Ty cierpisz, a jak milczysz to on się cieszy, bo takie stosunki mu pasują, bo wie, że zrobił z siebie wtedy głupka i uważa, że Ty o tym zapomnisz. Nie powinno tak być. Słuchaj, a jeżeli nie zrozumie tego i znowu będzie pokazywać swoje 'humorki' to powiedz mu, żeby zaczął być mężczyzną, a nie błaznem. Nie bój się, całe życie nie będziesz siedzieć i mu przytakiwać i machać ręką.
Odpowiedz
#9
(22.01.2017, 19:32)Choco.vita napisał(a): A nie możesz się wściec i powiedzieć mu pare słów? Nie chodzi mi o to, żebyś tylko pokrzyczała, ale czasami facetowi potrzebny jest szok. Wiem, że chcesz robić wszystko delikatnie i nawet nie chcesz wspominać przy nim, że robi coś źle, żeby go nie zrazić, ale... czy całe życie tak będzie to wyglądać? Myślę, że powinnaś popłakać się, nie lamentować i owijać w bawełnę, bo faceci wtedy tego nie rozumieją. Po prostu krzyknij, czy on rozumie, że Ty też masz uczucia i też należy Ci się szacunek, że uważasz, że zasługujesz na trochę więcej uwagi od niego, niż to co dostajesz teraz, jesteś kobietą i potrzebujesz stabilizacji przy facecie, a nie znosić jego ciągłe humorki. To głupie bać się swojego związku i niech się ogarnie w końcu, bo dzieckiem nie jest. Nie mów mu o tym, że on się Tobą bawi, po postu rzuć łatwymi hasłami, wtedy zrozumie... faceci...

w teorii to wygląda dość prosto , a ja nawet nie wiem już co mogło by do niego trafić,co mu powiedzieć żeby to poskutkowało a nie przyniosło odwrotnych rezultatów
Odpowiedz
#8
Z doświadczenia wiem, że krzyk tylko pogorszy sprawę. Wyskoczy z myślą "Ale o co jej chodzi?"
Nie, nie polecam krzyczeć.

Najważniejsze, to przełamać pierwsze lody. To konieczne, jeśli macie poprawić stosunki.

Mówi, że nie lubi gadać o takich rzeczach? A wiesz, co ja Ci powiem? G**no prawda! Chce, tylko się wstydzi rozmawiać o tym z kobietą. Chce zgrywać pieprzone macho, kiedy Ty zachodzisz w głowę, co on myśli. Powiedz mu, że nie wiesz, co on myśli i żeby Ci nie wciskał kitu, że nie lubi gadać o tym czy nie chce. Jeśli ON chce kiedykolwiek o WAS pomyśleć poważnie, to niech zacznie się zwierzać. Nikt mu nie każe od razu opowiedzieć historię swojego życia od narodzin do ostatniej sekundy, ale stopniowo nakłaniaj go do gadania. A niech sobie ponarzeka nawet! Narzekanie też Was jakoś zbliży. Będziesz znała mniej więcej jego zmartwienia. 

I powtarzam: zmuście się do rozmów głosowych. Poważnie. Bo jeśli tego nie zrobicie, a mogłaby to być szansa na lepsze, a Wy ją zmarnujecie, bo będziecie się czuć "nieswojo", no to nie wiem, co mogę więcej doradzić.

No niech Was! Ja sobie nie wyobrażam nie rozmawiać. Jak mam gorszy dzień i chcę poukładać myśli albo nie chcę swoim tonem wściekłości po całym dniu zarażać drugiej osoby, to tak - wtedy odmawiam rozmowy, ale zazwyczaj staram się nakłaniać ludzi do rozmawiania głosem, bo tak łatwiej jest się nawzajem odczytać. Naprawdę by Wam to pomogło.

Bo jak nie... to ja już nie wiem...

I nie ma "nie chcę". Rozmawiajcie albo oboje będziecie diabelnie nieszczęśliwi i w naprawdę nieprzyjemnych stosunkach się rozejdziecie.
Odpowiedz
#7
A nie możesz się wściec i powiedzieć mu pare słów? Nie chodzi mi o to, żebyś tylko pokrzyczała, ale czasami facetowi potrzebny jest szok. Wiem, że chcesz robić wszystko delikatnie i nawet nie chcesz wspominać przy nim, że robi coś źle, żeby go nie zrazić, ale... czy całe życie tak będzie to wyglądać? Myślę, że powinnaś popłakać się, nie lamentować i owijać w bawełnę, bo faceci wtedy tego nie rozumieją. Po prostu krzyknij, czy on rozumie, że Ty też masz uczucia i też należy Ci się szacunek, że uważasz, że zasługujesz na trochę więcej uwagi od niego, niż to co dostajesz teraz, jesteś kobietą i potrzebujesz stabilizacji przy facecie, a nie znosić jego ciągłe humorki. To głupie bać się swojego związku i niech się ogarnie w końcu, bo dzieckiem nie jest. Nie mów mu o tym, że on się Tobą bawi, po postu rzuć łatwymi hasłami, wtedy zrozumie... faceci...
Odpowiedz
#6
(22.01.2017, 19:03)GeminiGirl napisał(a):
Może poproś. Zapytaj czy możesz zadzwonić. Na początku. A potem dzwoń niezapowiedzianie. Nie natrętnie oczywiście... Raz dziennie. Co drugi dzień. Z początku z dystansem. Żeby się przyzwyczaić.

Sama srednio lubie rozmawiać przez telefon... Nie czułabym się dobrze chyba
Odpowiedz
#5
(22.01.2017, 19:01)GeminiGirl napisał(a):
Zważając na fakt, że jestem dziewczyną i powinnam feministycznie stać po stronie kobiecego poglądu, jestem raczej przeciwna ciągłemu myśleniu wyłącznie o sobie.

Wiem, jakie jest trudne widzenie się rzadko. Mój związek rozciąga się na ponad 150 km, więc odległość mogę zrozumieć. Tęsknotę i potrzebę kontaktu fizycznego w jakiejkolwiek formie też rozumiem, bo ja to mam na co dzień.

Nie mogę Cię osądzać, jego też nie, ale macie ewidentny problem ze zrozumieniem swoich wzajemnych potrzeb. Z tego co widzę, to starasz się usprawiedliwiać jego zachowanie. Rozumiesz to, rozumiesz tamto. On za to chyba nie rozumie zbyt wiele. Może pora go uświadomić? Nie twierdzę, że powinnaś go stłuc młotkiem z napisem "Pamiętaj o mnie", ale jakoś go podpuścić? Albo jeszcze lepiej. Zgadać się na jakimś komunikatorze głosowym. Skype czy ki inny diabeł? Pisząc, można odbierać różne emocje jednocześnie i tak naprawdę nie zrozumiesz, jaki ton jest Ci przesyłany. Rozmowa głosowa jest najlepsza. Najlepiej rozumie się, co wówczas ma na myśli druga osoba.

Odważ się - zadzwoń do niego! Nie ma teraz chwili? Okej. Zadzwoń następnego dnia w innej godzinie. Rozmawiając, nabierzecie większej bliskości. Do skutku. Aż rozmowy zaczną być łatwiejsze - płynniejsze. Przecież niemożliwe, żeby ciągle coś robił. Kiedyś musi odpoczywać. Pięć minut powinien być w stanie Ci poświęcić. Chociaż te 5 minut...
No właśnie...nie rozumie. Tylko on też nie jest taki otwarty żeby rozmawiać o tym. Sam mówił że nie umie i nie lubi o takich rzeczach rozmawiać. Ja też nie umiem, ale wiem że jest to nam potrzebne. Nie wiem jak to zmienić u niego. Jak go otworzyć trochę na mnie i otworzyć żeby umiał rozmawiać o uczuciach i naszych potrzebach.  Ilekroć zaczynam taki temat to on jakoś się wycofuje.  I to nie tak że myślę tylko o sobie.  Czemu tak ?  Po prostu mi przykro bo chciałabym dobrze a nie wychodzi , tęsknię za nim. A prawda jest taka że nie dzieli nas nie wiem ile i mi samo pisanie nie wystarcza.  Domyślam się też, że on jest bardziej wrażliwy niż sam myśli ,tylko chyba nie umiem się przyznać do tego. Faceci nie płaczą i nie tęsknią .. nie czują. Tak ma wbite do głowy. A przynajmniej nigdy mi nie powie że tak czuje.
Odpowiedz
#4
Może poproś. Zapytaj czy możesz zadzwonić. Na początku. A potem dzwoń niezapowiedzianie. Nie natrętnie oczywiście... Raz dziennie. Co drugi dzień. Z początku z dystansem. Żeby się przyzwyczaić.
Odpowiedz
#3
Zważając na fakt, że jestem dziewczyną i powinnam feministycznie stać po stronie kobiecego poglądu, jestem raczej przeciwna ciągłemu myśleniu wyłącznie o sobie.

Wiem, jakie jest trudne widzenie się rzadko. Mój związek rozciąga się na ponad 150 km, więc odległość mogę zrozumieć. Tęsknotę i potrzebę kontaktu fizycznego w jakiejkolwiek formie też rozumiem, bo ja to mam na co dzień.

Nie mogę Cię osądzać, jego też nie, ale macie ewidentny problem ze zrozumieniem swoich wzajemnych potrzeb. Z tego co widzę, to starasz się usprawiedliwiać jego zachowanie. Rozumiesz to, rozumiesz tamto. On za to chyba nie rozumie zbyt wiele. Może pora go uświadomić? Nie twierdzę, że powinnaś go stłuc młotkiem z napisem "Pamiętaj o mnie", ale jakoś go podpuścić? Albo jeszcze lepiej. Zgadać się na jakimś komunikatorze głosowym. Skype czy ki inny diabeł? Pisząc, można odbierać różne emocje jednocześnie i tak naprawdę nie zrozumiesz, jaki ton jest Ci przesyłany. Rozmowa głosowa jest najlepsza. Najlepiej rozumie się, co wówczas ma na myśli druga osoba.

Odważ się - zadzwoń do niego! Nie ma teraz chwili? Okej. Zadzwoń następnego dnia w innej godzinie. Rozmawiając, nabierzecie większej bliskości. Do skutku. Aż rozmowy zaczną być łatwiejsze - płynniejsze. Przecież niemożliwe, żeby ciągle coś robił. Kiedyś musi odpoczywać. Pięć minut powinien być w stanie Ci poświęcić. Chociaż te 5 minut...
Odpowiedz
#2
(22.01.2017, 13:03)taka monika napisał(a): Za dużo o tym myślisz, odpuść trochę, on poprostu nie ma czasu, nie olewa Cię, tylko musisz się pogodzić z tym że nie jesteś jedyna na śwecie i to że jest bardzo zajęty, on tylko ma swoje życie, też powinnać mieć zajęcia żeby nie uwieszać się na nim ( jakkolwiek dziwnie to brzmi)

z czego macie sie wygrzebać i co ma się unormować ?
Jakiś czas temu prosił o trochę czasu bo twierdzil ze sam nie wie czego chce yo właśnie ten kryzys na poczatku roku. A chce żeby to właśnie sie wyjaśniło i unormowało bo potem jak gdyby nigdy nic uznal (tak sie domyślam)  ze mnie potzrebuje i juz rozmawiamy normalnie.  Ja wiem ze on jest zajety ale zrozum tez mnie bo widzieć sie tak rzadko to tez wyzwanie, a ja go kocham i tesknie i po prostu mi go brakuje
Odpowiedz
#1
Za dużo o tym myślisz, odpuść trochę, on poprostu nie ma czasu, nie olewa Cię, tylko musisz się pogodzić z tym że nie jesteś jedyna na śwecie i to że jest bardzo zajęty, on tylko ma swoje życie, też powinnać mieć zajęcia żeby nie uwieszać się na nim ( jakkolwiek dziwnie to brzmi)

z czego macie sie wygrzebać i co ma się unormować ?
Odpowiedz

Skocz do: