07.01.2017, 10:57
(Edytowany 07.01.2017, 10:59 przez *nie pyskuj patafianie*.)
Heej. Dzisiaj 2/3 wolny dzień. Muszę go wykorzystać maksymalnie, bo chcę się utrzymać na tych studiach.. eh. Wczoraj zrobiłam w sumie sporo, a wieczorem pojechałam z M do kina na "Sing". Super bajka, ale ja nie o tym chciałam pisać...
Wieczorem zdałam sobie sprawę co jest ze mną nie tak. Skąd większość moich niepowodzeń. Dlaczego tak się zachowuję, a nie inaczej. Otóż winę zrzucam na moją emocjonalność. Mój problem polega na tym, że mam w sobie skrajne emocje cały czas. Albo coś mega mnie cieszy i jestem w stanie zacząć tańczyć w miejscu publicznym z radości, albo ta gorsza strona - wszystko biorę za bardzo do siebie, przejmuję się rzeczami, którymi wcale nie powinnam. Ostatnio np. śmierć księdza Pisarczyka.. dwa dni wyjęte z życia, co chwilę o Nim myślałam i nie mogłam się skupić. A przecież nigdy nawet z nim nie rozmawiałam!
A wczoraj dowiedziałam się o czymś co rozwaliło mój wieczór i nie mogłam potem nawet zasnąć.
Historia właściwa:
W wakacje 2015 roku brat mojego M razem ze swoją dziewczyną i z koleżanką i jej chłopakiem pojechali nad morze do pracy. Tak, do tej samej pracy do której pojechałam z M w zeszłe wakacje. Od tego się zaczęło. Praca była na tyle spoko, że brat M pojechał też rok później ( czyli z nami w tamte wakacje), ale już bez dziewczyny (nie dziwie jej się, też bym tam więcej nie pojechała).
W te wakacje byłam więc ja z M, brat M i taka jedna dziewczyna, o której wam chyba nie mówiłam. Nazwijmy ją Pamela, bo to imię bardzo do niej pasuje. Od początku mi nie pasowała. Tym bardziej, że okazało sie wtedy na początku że ona będzie pracować z M, a ja gdzieś w innym miejscu. Nie zgodziłam się, i owa Pamela pojechała na drugi koniec wybrzeża z pozostałymi ludźmi, i tam pojechał też brat M. Okej, nie obchodziło mnie to już, ale czułam że stanie się coś złego.
Pamela - rok starsza ode mnie studentka MATEMATYKI we Wrocławiu, wysoka, szczupła blondynka, i uwaga - modelka. Rozumiecie? Tak idealna, każdy by ją brał w ciemno. Na początku jak jeszcze mieszkała tam gdzie my cały czas plątała się przy M. On oczywiście twierdził, że nie nie, ale ja tam wiem swoje. Chciała go sobie okręcić wokół palca i prawie jej się udało. No ale wyjechała i tyle ją widziałam.
Za to była tam z bratem M więc oczywiście zaczęła działać.
Wakacje się skończyły, sezon nad morzem się skończył, wszyscy wrócili do domu. Ale potem były znowu jakieś targi, albo coś. A brat M był dalej zaangażowany w tą pracę. Szef jest z Wrocławia, tak jak Pamela, więc brat M tak jeździł do pracy. "DO PRACY". Okej, wierzę, ze pracował, ale to co wczoraj usłyszałam zabiło mnie.
Zastanawiałam się ostatnio dlaczego dziewczyna brata M była bez niego na Sylwestrze, dlaczego tyle ostatnio wyjeżdża bez chłopaka. M mi wczoraj mówi, że jego brat wrócił wczoraj z pracy do domu i nie wrócił sam. Wrócił z NIĄ. Z Pamelą. Byli potem razem na mszy, a wieczorem pojechał z nią do babci na imieniny. M mówi, że wolał Kasię (poprzednią dziewczynę). Ja tez wolałam. Byli z sobą chyba z 5 lat, a w sumie już w gimnazjum byli blisko. Czyli.. no byli z sobą od zawsze. A tu nagle... pyk pyk, jakaś Pamela i już.. przywozi ją na noc do domu, poznaję ją z rodziną.. Nie wytrzymam. Może i mnie to nie dotyczy, ale jednak jeśli wszystko dobrze pójdzie to będziemy rodziną. A ja Kasię na prawdę bardzo bardzo lubię. Zawsze ona i brat M to była taka .. para idealna. Zawsze chciałam żebyśmy my też byli tacy..
W sumie to pamiętam że w 2012 też się rozstali. Wtedy chyba też jego brat znalazł sobie inną dziewczynę, już nie pamiętam. Ale wrócili do siebie. Boże... mam nadzieję, że teraz też tak będzie
Widzicie.. przejmuję się czyimś życiem. Ehhhhhhh ...
Za dużo napisałam, ale w końcu po to jest ta strona. Jeśli ktoś czyta.. piszcie.
Wieczorem zdałam sobie sprawę co jest ze mną nie tak. Skąd większość moich niepowodzeń. Dlaczego tak się zachowuję, a nie inaczej. Otóż winę zrzucam na moją emocjonalność. Mój problem polega na tym, że mam w sobie skrajne emocje cały czas. Albo coś mega mnie cieszy i jestem w stanie zacząć tańczyć w miejscu publicznym z radości, albo ta gorsza strona - wszystko biorę za bardzo do siebie, przejmuję się rzeczami, którymi wcale nie powinnam. Ostatnio np. śmierć księdza Pisarczyka.. dwa dni wyjęte z życia, co chwilę o Nim myślałam i nie mogłam się skupić. A przecież nigdy nawet z nim nie rozmawiałam!
A wczoraj dowiedziałam się o czymś co rozwaliło mój wieczór i nie mogłam potem nawet zasnąć.
Historia właściwa:

W wakacje 2015 roku brat mojego M razem ze swoją dziewczyną i z koleżanką i jej chłopakiem pojechali nad morze do pracy. Tak, do tej samej pracy do której pojechałam z M w zeszłe wakacje. Od tego się zaczęło. Praca była na tyle spoko, że brat M pojechał też rok później ( czyli z nami w tamte wakacje), ale już bez dziewczyny (nie dziwie jej się, też bym tam więcej nie pojechała).
W te wakacje byłam więc ja z M, brat M i taka jedna dziewczyna, o której wam chyba nie mówiłam. Nazwijmy ją Pamela, bo to imię bardzo do niej pasuje. Od początku mi nie pasowała. Tym bardziej, że okazało sie wtedy na początku że ona będzie pracować z M, a ja gdzieś w innym miejscu. Nie zgodziłam się, i owa Pamela pojechała na drugi koniec wybrzeża z pozostałymi ludźmi, i tam pojechał też brat M. Okej, nie obchodziło mnie to już, ale czułam że stanie się coś złego.
Pamela - rok starsza ode mnie studentka MATEMATYKI we Wrocławiu, wysoka, szczupła blondynka, i uwaga - modelka. Rozumiecie? Tak idealna, każdy by ją brał w ciemno. Na początku jak jeszcze mieszkała tam gdzie my cały czas plątała się przy M. On oczywiście twierdził, że nie nie, ale ja tam wiem swoje. Chciała go sobie okręcić wokół palca i prawie jej się udało. No ale wyjechała i tyle ją widziałam.
Za to była tam z bratem M więc oczywiście zaczęła działać.
Wakacje się skończyły, sezon nad morzem się skończył, wszyscy wrócili do domu. Ale potem były znowu jakieś targi, albo coś. A brat M był dalej zaangażowany w tą pracę. Szef jest z Wrocławia, tak jak Pamela, więc brat M tak jeździł do pracy. "DO PRACY". Okej, wierzę, ze pracował, ale to co wczoraj usłyszałam zabiło mnie.
Zastanawiałam się ostatnio dlaczego dziewczyna brata M była bez niego na Sylwestrze, dlaczego tyle ostatnio wyjeżdża bez chłopaka. M mi wczoraj mówi, że jego brat wrócił wczoraj z pracy do domu i nie wrócił sam. Wrócił z NIĄ. Z Pamelą. Byli potem razem na mszy, a wieczorem pojechał z nią do babci na imieniny. M mówi, że wolał Kasię (poprzednią dziewczynę). Ja tez wolałam. Byli z sobą chyba z 5 lat, a w sumie już w gimnazjum byli blisko. Czyli.. no byli z sobą od zawsze. A tu nagle... pyk pyk, jakaś Pamela i już.. przywozi ją na noc do domu, poznaję ją z rodziną.. Nie wytrzymam. Może i mnie to nie dotyczy, ale jednak jeśli wszystko dobrze pójdzie to będziemy rodziną. A ja Kasię na prawdę bardzo bardzo lubię. Zawsze ona i brat M to była taka .. para idealna. Zawsze chciałam żebyśmy my też byli tacy..
W sumie to pamiętam że w 2012 też się rozstali. Wtedy chyba też jego brat znalazł sobie inną dziewczynę, już nie pamiętam. Ale wrócili do siebie. Boże... mam nadzieję, że teraz też tak będzie

Widzicie.. przejmuję się czyimś życiem. Ehhhhhhh ...
Za dużo napisałam, ale w końcu po to jest ta strona. Jeśli ktoś czyta.. piszcie.

I just want to be perfect .
Okej, masz kompletną rację. Na brata M też jestem wściekła. Jak mógł to zrobić? Nie wierze, nie chce wiedzieć jak to wszystko dokładnie było, bo pewnie bym się do reszty załamała.
Dokładnie. Takiego sukowatego charakteru inne dziewczyny nigdy nie będą lubić, a faceci?