Użytkownicy przeglądający ten wpis: 1 gości
Ocena wpisu:
  • 4 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Milva / Płeć.
no... tak.
dlaczego nie jesteś zajebista?
bo nie wierzysz w to, że możesz być.
albo nigdy nie spotkałaś kobiety (tak, kobiety.), która obudzi w Tobie tę inspirację.
albo ją spotkałaś - tak jak ja - ale niczego nie nauczyłaś się z tej relacji.

zawsze interesowała mnie ta zdolność. ludzie tak często o niej zapominają...
faceci potrzebują braterstwa wśród innych facetów.
to, co kiedyś było polowaniem teraz też się odbywa
wyjścia na piwo, wspólne granie, szukanie autorytetu
dalej żyjemy w dżungli - tyle że miejskiej i to na polowaniach kształtuje się męskie wzorce i to, jaki w zasadzie jest facet i skąd bierze swoją siłę.

a co z kobietami?
otóż
myślę, że to samo.
tylko inaczej - rzecz jasna.
też mamy swoje rytuały.
nazwij je nawet wspólnym chodzeniem do kibla na imprezie - ok
ale nie myl pouczającej rozmowy o byciu kobietą, która niejeden raz w życiu się tam odbyła 
ze staniem w kolejce za znudzoną tipsiarą, która nie może dodzwonić się do matki by zapytać
jak tam Brajan.

***

Kobiecość jest tym co nas definiuje - tak samo, jak polowanie definiuje mężczyznę. 
Coś w dzisiejszych czasach jest takiego, co sprawia, że jednogłośnie przyznaje się
że polowanie to siła.
A co z kobiecością?
Co z byciem silną, piękną, odważną kobietą?
Chowamy ją w sweter kompleksów, wplatamy w warkocze, nosimy pod płaszczem jak małe przestraszone zwierzątko. 
Jak jaskółkę, która po coś przecież ma skrzydła.

Pierwsze polowanie jest najważniejsze. Wtedy mężczyzna stawał się Mężczyzną. I wciąż działa to tak samo.
Wiesz - banda podziwianych przez ciebie typów mówi, że możesz iść z nimi do dżungli
 - tak, do tej dżungli z której wracają z ranami, ale i ze zdobyczami 
albo do tej dżungli, z której można tez nie wrócić.
Pierwszy raz chcą zabrać cię na polowanie, a twoja matka, zamiast mówić, że jesteś za mały
nieśmiało popycha Cię w ich stronę.
Znaczy - jesteś  gość!
Od facetów też można się wiele nauczyć - wspólne pasje są czymś budującym i potrzebnym.
ale na Boga - o ile jest jakiś Bóg:
jeśli jedyne czego się od niego nauczyłaś to zabijanie tygrysów, na które razem polujecie,
to znak, że wkrótce ich nie będzie i zostaniecie z masą paskowanych skór.
a w zasadzie Ty zostaniesz - bo on pewnie nie nauczył się niczego od Ciebie
a w szczególności szycia.
bo jego polowanie było ważne, a Twoje szycie to pierdoła - tak pomyślałaś.

Kobiety też czują coś takiego - tak myślę. Wspólna więź. Doświadczenie starszych nie zawsze rodzi zawiść. 
Rodzi ją potrzeba, która każe milionom kobiet wychodzić w dzisiejszych czasach na polowanie, tylko po to, aby dorównać mężczyźnie,
a tym samym rywalizować między sobą.
Jeśli umiesz zabić tygrysa - ok, to robi wrażenie.
Ale kumpel Twojego faceta też to potrafi Wink
a on nie potrzebuje kobiety, która będzie z nim rywalizować o to, kto jest bardziej męski, umniejszając tym samym jego rolę.
Wydaje mi się, że mężczyźni wybierają kobiety, które nie traktują swojej kobiecości jak czegoś, co czyni je słabsze, gorsze i ułomne.
Wprost przeciwnie - to jest ta siła, która im imponuje. Nie musisz przynosić do domu tygrysa, aby czuć się silna.
Ale ok - przyznaję - spotkałam w swoim życiu kilka takich kobiet i wpędzało mnie to w poczucie zażenowania 
nad kłębkiem rudej sierści, którym jestem.
Żałowałam bardzo tego, że tak jak one nie mogę chodzić z podniesioną głową, nie mogę nabrać dystansu do ludzi i być sobą bez obaw, że ktoś uzna to za niewłaściwe, aż znalazłam coś, co mi w tym przeszkadza.
Otóż - wielkie NIC. 
Nic nie stoi na przeszkodzie.

Nie wiem, co mnie dziś napadło - może trafiłam na jakiś mądry blog pisany przez kobietę, którego teraz nie pamiętam (bo poza blogiem trafiłam też ostatnio na kilka dobrych win), ale poczułam przypływ siły. 
Wynika on tylko i wyłącznie z własnego przekonania o jej istnieniu i wysoko uniesionej głowy. 
Ale sprawia, że moje oczy nabrały nieco bardziej charakternego spojrzenia, głos obniżył się o ton i nabrał głębi, a kąciki ust uniosły się w niemal triumfalnym uśmiechu. Po prostu.
bo jestem kobietą.
bo mogę.
bo to, co mnie tworzy jest wartościowe i zasługuję na to, aby być dla siebie dobrą.

Jestem zdania, że warto trzymać z wartościowymi kobietami. Lub przynajmniej czytać pisane przez nie mądre książki. 
W kobiecie musi być jakaś dzika siła. To znaczy - jest na pewno.
Trzeba ją tylko znaleźć i trochę się jej przyjrzeć.


Musisz mieć coś swojego. Powiem więcej - masz to przecież. To jest ważne i określa to, jak piękna i silna jesteś. Nie w lustrze. Tam - w środku. Masz tyle możliwości - nikt nie zabrania ci się zmieniać, więc zrób to.
 Nie? Bo co?
Bo ktoś pomyśli, że to nie w twoim stylu? Że to nieważne?
Przestań.
Nikt nie stoi Ci na drodze. Nie rób więc takiej krzywdy sama sobie.

 
Tak, wiem, dziwnie jest czytać taki post u mnie. W sumie zawsze antropologia płci - nazwijmy to tak, bo nie wiem czy ma to jakąś nazwę - zawsze mnie fascynowała. Dziś pomyślałam o tym chwilę dłużej i poczułam się, jakbym całe życie przychodziła na bal w dresie i adidasach dziwiąc, dlaczego nikt nie patrzy na mnie tak, jakbym tego oczekiwała.
Tak, wiem, te moje wahania nastrojów potrafią być żenujące Big Grin
Dlatego napisałam ten tekst, bo jestem pewna, że nie ja jedyna je mam.
I zanim napiszę następnym razem dołujący tekst, to wrócę tu i przeczytam ten.

[Obrazek: stylowi_pl_muzyka_eminem-ft-rihanna-love...068694.gif]
Wszystkie jesteśmy przepełnione tęsknotą za dzikością. Nauczono nas wstydzić się swoich pragnień. Zapuszczamy długie włosy, by zasłonić nimi swoje uczucia. Ale cień Dzikiej Kobiety wciąż za nami podąża, dniem i nocą. Nieważne, gdzie jesteśmy, ten cień ma nieodmiennie cztery łapy.




Odpowiedz
Komentarze (łącznie 11)
#11
W porządku, życzę Ci aby się sprawy ułożyły po Twojej myśli więc.

Zdawałoby się, że to takie łatwe do zdefiniowania słowo - kobiecość. Jak przychodzi co do czego to albo opieramy się na stereotypach, albo rzeczach które nie są stałe, ale które mają swój cel moim zdaniem - stać na naszym karku.  Jasne że, jestem gniewna i żałuję że więcej z nas nie jest.
Odpowiedz
#10
Wybacz - dużo spraw na mnie ostatnio spadło i nie zaglądałam tutaj. Mam nadzieję,że pewne sprawy, którym poświęcam teraz więcej uwagi potoczą się pomyślnie.

Nie traktowałam Twoich wypowiedzi, jako szukania pola do odbicia piłeczki, choć nie ukrywam - niełatwo było nadać mi charakter tej polemice, która się wywiązała. Tak czy siak, miło, że o tym wspominasz, bo wiele to wyjaśnia. Tym bardziej rozumiem, jeśli faktycznie jesteś - tak jak mówisz - jesteś osobą gniewną i wchodzącą w dorosłość. Przywodzi mi to na myśl ten szczególny rodzaj buntu, często związany z poszukiwaniem swojej drogi i własnego miejsca we Wszechświecie, z którego niektórzy nie wyrastają i ja chyba jestem jedną z nich.

Dużo pytasz, jednak nie oznacza to wcale że ja, pisząc powyższy wpis, mam na te pytania odpowiedź. Gdyby tak było - nie powstałby. Kobiecość i męskość, (a także sprzeciw i uleganie stereotypom, o których wspomniałaś) jest faktem. Jednak charakter ich siły zmienia swoje oblicze w mojej głowie w kontraście do czytanych książek, rozmów z kobietami i mężczyznami, własnych przemyśleń i samotnych spacerów. Mogłabym długo o tym opowiadać, ale pełniejszy obraz zapewne miałabyś znając mnie osobiście i mogąc komentować na bieżąco to, jak - dopiero - kształtuje się we mnie esencja tych dwóch pojęć - podczas rozmów, ale i zachowań, gestów, współdzielonych przemyśleń.

Fakt, że przywędrowałaś z bravo jest w jakimś stopniu odpowiedzią na moje pytanie, ale o wiele bardziej znaczącym jest to, co napisałaś o sobie - gniewna młodość. Wydaje mi się, że w dużej mierze tworzy nas to, co prowadzi do emocji, uniesień, wzruszeń, lęku lub niepokoju. Zawsze ciekawi mnie w nowych ludziach to, co jest obiektem ich zainteresowań i muzyka, która jest w stanie poderwać ich stopy do tańca.
 no siema. Dodgy

jest cieniem, który podąża za mną na czterech łapach...




Odpowiedz
#9
Myślę, ze nasze poglądy idą w parze, a na pewno dosyć blisko siebie i w tym samym kierunku, więc nie odczytuj moich postów jako kontrę do twoich. Może mój ton jest mylący, jestem gniewną, wchodząca w dorosłość, we wciąż podłych dla kobiet czasach dziewczyną, która również zmaga się z brakiem pewności siebie (to à propos tego kim jestem, przywędrowałam z bravo.pl jak wszyscy, jeśli o to konkretnie pytasz, ale nie pisałam tam nigdy zbyt wiele).

Ja nie zgadzam się na takie traktowanie. Znoszenie go bądź nie jest jego następstwem. Ludzie w obliczu opresji posługują się rożnymi mechanizmami obronnymi - a do tego można zaliczyć zaprzeczenie, przystosowanie się do istniejących warunków oraz zgodę na nie. Ale to nie znaczy że to nasza wina, albo że same sobie gotujemy ten los.
Mam też być może więcej zrozumienia dla tych doświadczeń, tak aby nie nazywać tego brakiem samodzielnego myślenia, jakby było bardziej wynikiem ignorancji, a nie systematycznej tresury, poniżania i zastraszania (jedne z nas są na nie bardziej podatne niż inne, oczywiście, ale doświadczamy tego wszystkie jedynie w rożnym stopniu w zależności od tego w jakiej kulturze przyszło nam żyć). I może dlatego tez nie widzę tego jako nauczania się - samodzielnego myślenia, wiary w siebie, a raczej oduczania się tego ile absorbujemy z narzuconej nam szkodliwej socjalizacji.
Ty tez padasz ofiara takiego myślenia (ale to nie zarzut w twoja stronę z mojej), utożsamiając np. tipsiarę z dyskoteki z rzeczami nieważnymi, pustymi, mówiąc - podobnie jak mężczyźni, ci fajni, polujący, my kobiety też mamy jakieś tam swoje rytuały, ale nie wszystkie praktykujące je jesteśmy głupimi lalami, czasami rozmawiamy o poważnych rzeczach.

Co rozumiem z twojego wpisu to chęć szukania w sobie jako kobiecie siły i istotności przez pryzmat swojej kobiecości głównie.
Cały kawałek brzmi jak zmaganie się ze zinternalizowanym negatywnym obrazem kobiety, ale mam wrażenie że ja to widzę z drugiej strony niż ty, dla mnie wyrazem tego są te fragmenty (nie cały wpis) - wspomniana już tipsiara, przypisywanie kobietom zawiści, podczas gdy mężczyźni według ciebie są braterscy, zawracanie sobie tyłka jakie kobiety wolą itp.
Kobiecość według definicji powinna oznaczać zespół cech właściwych w przeważającej większości lub wyłącznie kobietom. Ale jeśli kobiecość i męskość oznaczają dla ciebie to samo (walkę o wiarę w siebie), to ten podział jest niepotrzebny. Choć piszesz, też że męskość i kobiecość są także siłą o różnym charakterze. Jaki to charakter, mnie ciekawi, jeśli odrzucimy tradycyjnie przypisywane nam role, które nas obu nie przekonują?

Moje odpowiedzi mogą wydawać się depresyjne w obliczu postu o poszukiwaniu siły w samej sobie, wybacz mi to, ja tej siły nie neguję, wszystko o czym piszę jest wynikiem tego, że w nią wierzę.
Odpowiedz
#8
Rozumiem, co chcesz powiedzieć. Zgadzam się z tym w dużej mierze - także z tym, że krzywda jest nam robiona. Kwestia, z którą nie do końca się zgadzam, to godzenie się na takie traktowanie. I oczywiście o ile na świecie jest to problem wynikający z faktu, że przez wszechobecność tak negatywnych zachowań wobec kobiet są one odcięte nawet od świadomości istnienia silnych, kobiecych wzorców, które mogłyby naśladować, o tyle tekst, który napisałam nie ma globalnego charakteru. Odwołuje się raczej do tej drugiej części:
(05.03.2017, 13:19)NoOtherLove napisał(a): Ale to o czym ty mówisz, tj postrzeganie się przez nas same jako słabe i gorsze (albo jeśli nie nas same, to inne kobiety), jest też dosyć powszechne.

I to ta część jest dla mnie obecnie osobistym meritum. Oczywiście, że żadna z nas nie rodzi się gorsza czy głupia - ale wiara w to, co jest Ci wpajane jest według mnie niczym innym, niż brakiem samodzielnego myślenia. Je też trzeba sobie wyrobić lub jak można lepiej to ująć - nauczyć. Dla jednych jest to łatwe, innym przychodzi trudniej i - jak obie wspomniałyśmy - dla niektórych kobiet jest niemal niemożliwe, jeśli chodzi o kręgi społeczno-kulturowe  w jakich się wychowują.

Pytasz mnie o kobiecość i o męskość. W świetle dzisiejszych czasów obie są dla mnie walką - o wiarę w siebie. Nie zmienia to faktu, że obie są także siłą - o różnym charakterze, ale tradycyjny podział delikatność/siła jako wartości przypisywanych im na co dzień nie przekonuje mnie wcale.
Więc teraz ja chciałabym zadać Ci pytanie, jeśli masz rzecz jasna ochotę odpowiedzieć - kim jesteś? Przez wzgląd na charakter, jaki przybrała nasza rozmowa wzbudziłaś moją ciekawość.
 no siema. Dodgy

jest cieniem, który podąża za mną na czterech łapach...




Odpowiedz
#7
(03.03.2017, 13:47)Milva napisał(a): Jeśli więc mówisz, że same w sobie mamy zakorzeniony wizerunek kobiety, jako kogoś ze złamanym kręgosłupem, to w dużej mierze same sobie robimy krzywdę, myśląc, że nasza odwaga, wiara i siła są czymś mniej ważnym i mniej potrzebnym.

Nie, to nie wizerunek złamanej kobiety jest zakorzeniony w naszej kulturze, tylko podkopywanie naszej pewności siebie, odbieranie nam godności, jest to tak powszechne ze czasami wydaje nam się wręcz normalne. Potem tłumaczy się, że kobiety są słabsze z natury, gorsze bo Bóg tak chciał, albo ze to nasz wybór.  Fakt jak wiele robi się, aby zepchnąć nas i trzymać w tej podwładnej pozycji jest przy tych okazjach  pomijany.

Ale to o czym ty mówisz, tj postrzeganie się przez nas same jako słabe i gorsze (albo jeśli nie nas same, to inne kobiety), jest też dosyć powszechne.
Żadna z nas nie rodzi się z przekonaniem że jest głupia czy mniej warta, uczy się nas tego.  I oczywiście, wiele z nas uwewnętrznia te przekonania, tak jak np  osoby czarnoskóre lub homoseksualne internalizują negatywne przekonania na temat grupy, której są częścią (uznają za własne, wygłaszają je), tak samo my kobiety, trudno przed tym uciec gdy jest to tak wszechobecne. Ale to nie my robimy sobie krzywdę, krzywda jest nam robiona.
Widzisz, "uwierzyła, że jest zbyt głupia", więc ktoś musiał jej to najpierw zasugerować. A wiadomość tę możemy znaleźć wszędzie, jak nikt nam tego w twarz nie mówi to wystarczy iść w niedziele do kościoła, w tygodniu do szkoły, albo włączyć wieczorem tv*, cała nasza kultura i relacje  są tym przesiąknięte, wpaja się nam  to czasami pięścią, a czasami podstępnie, kropelka po kropelce, tak że tych pojedynczych nawet nie zauważamy.

Chciałabym wiedzieć, jeśli masz ochotę odpowiedzieć, co rozumiesz przez kobiecość i męskość, co utożsamiasz z tymi dwoma słowami?

*Może przykład błahy, ale ile jest reklam środków czyszczących gdzie biedna styrana kobieta nie może sobie poradzić z brudem dopóki nie pojawia się  gość, albo męski głos który podsuwa jej rozwiązanie? - to taka jedna tycia  kropelka o której mówię, gdybyśmy żyli w świecie gdzie wszyscy jesteśmy równi nie miałaby kompletnie znaczenia, ale tak nie jest. Taki przykład przyszedł mi teraz do głowy bo niedawno widziałam reklamę płynu do czyszczenia z tańczącym gościem - faceci w reklamie detergentu tańczą i są zajebiści, panie szorują jak głupie dopóki nie zjawi się mężczyzna (jak ten rycerz i autorytet), który pokaże jej jak to należy robić. Także kup pani to, bo dobre, a przy okazji faceci są lepsi nawet w tym co kobiety robią na co dzień, a oni od święta.
Odpowiedz
#6
dobry tekst Smile

I just want to be perfect   .
Odpowiedz
#5
Daję do myślenia.. ja ciągle myślę o tym co ktoś sobie o mnie pomyśli, że może źle się zachowuję, że jest ze mną coś nie tak, tysiąc myśli bezsensu . Chciałabym mieć tą siły na prawdę, ale ciężko jest mi się zdobyć na to żeby zmienić myślenie
Odpowiedz
#4
Widzisz, czytając to, co napisałaś, uśmiecham się pod nosem - bo myślimy bardzo podobnie, tylko inaczej ubieramy to w słowa. Oczywiście, że są kobiety, które nie mogą czuć się swobodnie i nie mogą powiedzieć beztrosko, że nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby świat padł do ich stóp. Nie oznacza to jednak, że przemoc wobec kobiet, poniżanie, okaleczanie i niewolnictwo są czymś właściwym.

Tekst, który napisałam jest bardzo subiektywny, odnoszący się do określonej sytuacji - mojej osoby i osobistych zmagań z brakiem pewności siebie - porusza zdecydowanie mniejsze... "problemy". Dotyczy patrzenia na samą siebie własnymi oczami. Jeśli więc mówisz, że same w sobie mamy zakorzeniony wizerunek kobiety, jako kogoś ze złamanym kręgosłupem, to w dużej mierze same sobie robimy krzywdę, myśląc, że nasza odwaga, wiara i siła są czymś mniej ważnym i mniej potrzebnym. Nazwij mnie ignorantką, jeśli chcesz lub osobą o płytkim umyśle, ale to, co napisałam odnosi się do zwykłej codzienności. Codzienności, w której kobieta godzi się czekać na łaskę i niełaskę swojego męża, aż ją podwiezie do pracy, bo uwierzyła, że jest zbyt głupia, aby nauczyć się prowadzić auto sama. To tylko przykład i oczywiście odnosi się to do realiów, w których w ogóle istnieje taka możliwość, jak nauka, jazda samochodem i swoboda poruszania się - kompleksy, które miałam na myśli tworząc ten tekst w takich realiach funkcjonują, więc to właśnie one stały się tłem dla wpisu. Nie oznacza to, rzecz jasna, że nie istnieją kobiety, które nie mają realnego wpływu na wiele kwestii.

Wydajesz się być niezwykle ciekawą osobą, często tu bywasz?
 no siema. Dodgy

jest cieniem, który podąża za mną na czterech łapach...




Odpowiedz
#3
Nie zakładam ze masz coś przeciwko temu, jestem też bardzo wdzięczna ciekawskim kobietom, które żyły przede mną i szukały dróg, bo bardzo cenie sobie wygodę spodni - one też były, swego czasu, radykalnym wybrykiem, kobietami które chciały udawać mężczyzn itp.
Wiem, że dzisiaj chłopiec w różowej sukience wydaje się radykalnym przykładem, ale jeszcze nie tak dawno temu wszystkie małe dzieci ubierano w sukienki, a różowy był nawet uznawany za bardziej męski kolor, pełen energii i poprawiający nastrój.
 Prezydent Roosevelt w dzieciństwie dzisiaj może wygląda trochę śmiesznie, a to wcale nie było tak dawno temu.


takich rzeczy - mniejszych, choć nie mniej ważnych jest więcej. - powiedz mi gdzie ich nie ma?


Wiele rzeczy które dzisiaj uznajemy za męskie czy kobiece, kiedyś takie nie były, albo nie będą w przyszłości, z natury są wiec neutralne płciowo tak jak chodzenie po drzewach, szycie czy polowanie - kobiety tez muszą jeść aby przeżyć. To że tworzymy role według płci i przypisujemy kobietom to, a mężczyznom tamto, jest zrozumiale dla mnie oczywiście, jestem zdania że ogranicza nas to jako ludzi i często jest bardzo szkodliwe, głównie dla kobiet.
Nakładane na nas w społeczeństwie normy są sztywne i wąskie, a są takie bo maja konkretny cel, aby jedna grupę ludzi wynosić ponad drugą. Aby budować pewność siebie jednej grupy i deptać drugiej, tej która ma faktyczna moc - tworzenia życia. Tak wiec trudno zgodzić się ze nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy wszystkie były pewne siebie, silne i chodziły z podniesiona głowa, kiedy od początku stara się to w nas stłamsić. Przemoc wobec kobiet jest tak wszechobecna i przybiera tak wiele różnych form, że czasami nawet jej nie zauważamy albo nie rozpoznajemy, lub nie myślimy o niej bo jej najbrutalniejsze formy nigdy nas nie dotknęły, a jest ona jednym z podstawowych mechanizmów społecznych którymi kobiety są spychane do pozycji podporządkowanej mężczyznom - agresywnie spychane i trzymane tam siłą, bo nie jest to nasza naturalna pozycja. To, że chodzą wśród nas i były przed nami, te które się nie dały, albo uciekły od tego jest dla mnie nadzieją w życiu, daje mi siłę i inspirację.


Czuje więź z kobietami, ale nie dlatego ze jesteśmy kobiece, nie wszystkie jesteśmy, ale wszystkie przyszłyśmy na ten świat jako ci ludzie którzy zdolni są dawać życie i ma to ogromny wpływ na każdą z nas od dnia narodzin (czasem wcześniej*), obojętnie czy chcemy dzieci, czy nie, czy może nie możemy ich mieć, to jest nieważne - należymy dla klasy która rodzi dzieci. To wielka moc, którą ci którzy jej nie posiadają chcą kontrolować. Małżeństwo, dziewictwo do ślubu, prawa aborcyjne, obrzezanie dziewczynek - wszystko to sprowadza się do kontroli nad tym, a to tylko czubek góry lodowej.


*Kilka dni temu czytałam ze w Chinach (a w całej Azji niemal 2 razy więcej) nie mogą się doliczyć około 62 milionów kobiet, to jest wynik polityki jednego dziecka i selektywnych aborcji oraz dzieciobójstwa dziewczynek, świadoma, celowa eksterminacja grupy ludzi uznawanych za gorszych, lub mniej przydatnych. Jesteśmy silne, mądre i odważne, ale łamią nam kręgosłup czasami zanim jeszcze przyjdziemy na ten świat - nie zawsze w tak ewidentny sposób, ale kropelka po kropelce, każdego dnia, czasami jest to tak zakorzenione w naszej kulturze i nas samych ze już nie rozpoznajemy tego jako agresji przeciwko nam.
Odpowiedz
#2
cóż - żyjemy w społeczeństwie w którym pewne normy są na nas nakładane - to oczywiste. Ja jestem jedną z tych osób, która nie do końca godzi się z tymi współczesnymi. Bardziej chciałam się skupić na różnicy, jaka wynika z tych dawnych oraz tych obecnych. Psychologia tożsamości w moim ujęciu rozróżnia jednak to co robimy (chodzenie po drzewach, które było neutralne dla obu płci, zanim na opuściliśmy ten przerośnięty krzak na stałe) od tego, jakie role przybieramy (zakładanie sukienki przez chłopca) I naprawdę - aby już mieć pewność - nie mam nic do chłopców zakładających sukienki podczas zabawy, bo o ile niekiedy jest to szukaniem drogi, ale w znacznej mierze jednak ciekawością, to wiele mam do rodziców, którzy takiej drogi nie pozwalają szukać. To nie tylko w "chłopięcej sukience rzecz" bo to dość radykalny przykład, ale takich rzeczy - mniejszych, choć nie mniej ważnych jest więcej.
 no siema. Dodgy

jest cieniem, który podąża za mną na czterech łapach...




Odpowiedz
#1
Myślę że jedyne co nas definiuje jako kobiety albo mężczyzn jest nasza biologia. Mam na myśli naszą rolę przy reprodukcji gatunku, a nie - facet ma we krwi polowanie, a kobieta aby ładnie wyglądać - bo myślę że to bzdura. Ale uczy się nas, że facet ma być taki, a kobieta taka, a jak jesteś inny to z ciebie szydzą, wykluczają cię, rzucają ci kłody pod nogi, robią co się da żeby cię złamać.

Tak sobie myślę też, małe chłopczyce są jeszcze tolerowane, dopóki nie trwa to za długo tj tylko w dzieciństwie, jednak chłopiec, który woli bawić się lalkami, w dom itd nie jest. Bo ta "kobiecość" jest uznawana za gorszą, frywolną, mało ważną. To uwłaczające dla chłopca nosić sukienkę księżniczki podczas zabawy, ale dziewczynka niech sobie połazi po drzewach póki jest mała, to jej nie uwłacza, to zabawne nawet że myśli że może się zachowywać i być traktowana jak człowiek, a potem i tak pokażemy jej gdzie jest jej miejsce.
Odpowiedz

Skocz do: