Użytkownicy przeglądający ten wpis: 1 gości
Ocena wpisu:
  • 2 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
did you hear the rain? /pat
7 10 17
16 43


Pisze to na własną odpowiedzialność. Bo miałam nie pisać tutaj już więcej nic, po tym jak dwa dni temu inteligentnie podesłałam mu kawałek mojej notki stąd, a on znalazł wszystko i przeczytał całą resztę. Tak. Nie dziwię się, że się wściekł, głownie czytając o S, o tym spierdolonym człowieku, który nic nie wniósł w moje życie sensownego, a przez którego wszystko się jeszcze bardziej teraz spierdoliło. Nie wiecie jaka zła byłam wtedy na siebie, na pewno z pięćset razy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. I obiecałam sobie, że będę pakować te uczucia w pudełko i chować pod łóżko od tej pory, ale dał słowo że nie przeczyta już więcej, że już tu nie wejdzie. Uwierzyłam. Tak czy siak powinnam pewnie znaleźć inne miejsce, albo pisać po papierze. Może kiedyś. 
Jeśli chodzi o to wszystko, to czuję, że powinnam się w końcu obudzić, spakować i odejść. To już równy tydzień, właściwie nic się nie zmieniło. Spotkaliśmy się wczoraj i rozmawialiśmy, nawet udało mi się pokazać od środka, wypuścić z siebie trochę emocji i prawdy. I powiedziałam wszystko, to że mi zależy też. Choć sama w to nie wierzyłam wcześniej. Może i jestem głupia, może to wszystko co robię jest dziecinne. Niech będzie, cóż, czy powinnam się zmieniać, albo udawać coś? Nie mam już siły. 
Wyobrażam sobie że leżę na morzu i dryfuje, nie ma żadnego lądu wokół. Pewnie to wydaje się idiotyczne, ale tak jest. I z jednej strony czuje na buzi słońce, z drugiej czuję jak zaczynam tonąć. 
Boję się, że tym razem to on nie bierze tego na serio. Że w sumie wyłożyłam wszystko na wierzch, więc można sobie popatrzeć, macnąć i odejść, albo może zanim odejdzie to pobawić się, podrzucać, zmiąć i wyrzucić. Wypieprzyć daleko te emocje. Beż skrupułów. Powiedział że wyłączył jakiekolwiek emocje do mnie, przez moje wcześniejsze zachowanie, więc nawet nie czuje nienawiści. Tym bardziej czegoś więcej. Spotkaliśmy się chyba 3 razy w tym tygodniu, co było rekordem, spędziliśmy sporo czasu, a ja i tak mam poczucie, że za mało. No ale jednak wiem, że powinnam ponieść karę. Świadomie powinnam się zabrać i powiedzieć, że lepiej się nie spotykajmy, bo on pewnie tego nie zrobi, w sumie nie ma powodu. Bo przecież możemy się spotykać, no ale cholera... 
Rzygać mi się chce, za każdym razem kiedy mam przed oczami to zdjęcie które mi wysłał przypadkiem. Bo ja wyglądam przy niej jak... eh..   Niezdecydowanie i tak nie mogę już nic zrobić. Musze tylko udawać przed światem, że jest wspaniale. Chodzę i łzy tak jakby spływają do wewnątrz. Serce jakby ktoś szkłem haratał. I bezsilność, nie mogę nic z tym zrobić. 

Wczoraj widziałam sie z M, ostatni raz. Musiałam. Bo miałam dla niego bilet na koncert, urodzinowy. Nie potrafiłam być taka jak wcześniej dla niego. Porozmawialiśmy, przyznał, że chce odejść, że już wystarczy i nigdy więcej. Nie było mi smutno, bo wiem, że to było jedyne dobre wyjście. 

Miałam się uczyć, we wtorek ostatni egzamin, dziś coś ruszyłam połowę teorii przerobiłam, ale.. jak? Cały czas mam przed oczami jak odchodzą, za rękę, zakochani, a ja zostaje rozszarpana z tyłu. Chciałaś tego, tak? Bo jeszcze miesiąc temu to mogłaś być ty, ale zdecydowałaś inaczej. To był twój wybór, do cholery. 

Nienawidzę się. 






c.d.n.n.

I just want to be perfect   .
Odpowiedz
Komentarze (łącznie 1)

Skocz do: