Użytkownicy przeglądający ten wpis: 1 gości
Ocena wpisu:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
call me
29 09 2018
20:20
sobota


Cześć. 
Wrześniowa sobota wieczór, w tle telewizja i piszczący czajnik, zapach umytych podłóg i świeżych pościeli. Dzisiejszy dzień w ogóle był dobry, pomijając fakt, że obudził mnie koszmar. I że w tym momencie jem ciastka (znowu). Wstałam wcześnie, spakowałam rzeczy i pojechaliśmy do Krk. Szymek miał ślubowanie, wszystko poszło dobrze, udało mi się nawet zaparkować tuż pod szkołą, czyli pod Wawelem, nie sądziłam, że się uda, a jednak. Była msza, na której dowiedziałam się, że mamy dzisiaj święto Archaniołów. Michał, Rafał i Gabriel, i nie, żeby to były jakieś ważne osoby, albo przynajmniej istotne w moim życiu. 
Msza, ślubowanie, poczęstunki. Nawet na chwilę łezka była, bo tęskno za szkołą, ale przeszło mi, jak sobie przypomniałam, że nie mogłam spać po nocach na myśl o maturze. Matura już za mną. Wróćmy na ziemię. 
Potem pojechaliśmy na zakupy, kupiłam sobie kurteczkę na zimę i sweterek. Nie wiem po co to piszę, prawdopodobnie przyczyna jest taka, że wczoraj pakując rzeczy znalazłam mój pierwszy pamiętnik (papierowy) i jak czytając zaśmiałam się na głos kilka razy, ale z drugiej strony trochę się wzruszyłam. Opisywanie tego co się robiło od a do z było na swój sposób fajne, może uspakajające. A propos wczorajszego pakowania, znalazłam też kilka kopert, kartek i listów od M. W jednym z nich napisał, że jest pewien że to co jest między nami nigdy się nie skończy, że jest świadomy wagi tych słów, że chce być ze mną zawsze. Tak.. rozbeczałam się jak dziecko. Mam ochotę mu to wysłać, chciałabym mu to pokazać i zapytać co się stało. Zresztą Boże, przecież mogłabym zapytać o to samo siebie z 2017. 
Wczoraj go widziałam. Czwarty raz od 15 kwietnia. Pięć i pół miesiąca, mniej niż raz na miesiąc. Na kilka sekund. Nie widział mnie, obserwowałam go przez szybę witryny. Upewniłam się przynajmniej, że nadal pracuje w tym samym miejscu, że nie wyjechał, że został tu, a ona jest tam gdzieś daleko. 
Nic się nie zmieniło poza tym. Nie odpisał, ani nic nie zrobił w ogóle. W moim kierunku. Pewnie jest mu dobrze tak jak jest. Przecież gdyby nie było dobrze, to.. 
jestem okropnie głupia
I okropnie smutna. Myślę o tym, że chętnie zaszyła bym się w jakiejś norze, położyła w kąciku i cichutko płakała. Na to właśnie mam ochotę. 

Musze przestać się użalać. 

Pojechaliśmy do mnie, wnieśliśmy rzeczy, mamie spodobało się moje nowe gniazdko. Jeszcze nie czuję się tam jak u siebie, ale w ciągu tygodnia pewnie to się zmieni. Jutro tam jadę i.. i zostaję. Muszę tu jeszcze przyjechać po kilka rzeczy, ale w tym momencie mój pokój jest pusty, wiec nie mieszkam nigdzie. Nie mam miejsca, gdzie czułabym się swobodnie. Nie przynależę do żadnego. Jeszcze i już. 

Trochę podobnie z bliskością. Czuję się niczyja. Już nie z nim, a jeszcze nie z nikim. Gdzie wyląduję ostatecznie? 


Nie idealizuję. 
Zamykam oczy i wyobrażam sobie.. tzn przypominam sobie przytulanie się do M. Tylko to było najprawdziwsze, najszczersze i teraz wydaje mi się święte, boskie, nie do podrobienia. 
Nie.. nie idealizuję. Bo tak było. I nie czułam się tam ani razu przy nikim innym. 


Tak na prawdę.. wierzę. Na prawdę wierzę w to, że wrócimy do siebie. Szczerze, na prawdę, z całego serca.

I just want to be perfect   .
Odpowiedz
Komentarze (łącznie 1)

Skocz do: